Zosia samosia? czy może jednak pojedziemy się pogościć?
7.00 rano. Słońce świeci mi prosto w twarz. Gdyby był to 365-ty słoneczny dzień to wstałabym i zasłoniła okno. No, ale pamiętajmy, że u nas niestety tego słońca jest jak na lekarstwo… Zatem wstaje namawiając się po ciuchu, że jestem szczęśliwa z tego powodu i zaczynam układać sobie dzień. Oczywiście pierwsze łyki kawy są ABSOLUTNIE…