Zosia samosia? czy może jednak pojedziemy się pogościć?

7.00 rano. Słońce świeci mi prosto w twarz. Gdyby był to 365-ty słoneczny dzień to wstałabym i zasłoniła okno. No, ale pamiętajmy, że u nas niestety tego słońca jest jak na lekarstwo… Zatem wstaje  namawiając się po ciuchu, że jestem szczęśliwa z tego powodu i zaczynam układać sobie dzień. Oczywiście pierwsze łyki kawy są ABSOLUTNIE potrzebne na maksa, żeby w ogóle zatrybić jaki mamy dzień…

Dzisiaj przypomniało mi się, że zbliżają się Święta, a ja nie mam stołu. (Szewc bez butów chodzi)
No i teraz dylemat, jak kupię stół to muszę zrobić Święta w domu, jak nie kupię to będę miała wymówkę i pojadę pogościć się do rodzinki. Ha! czemu by nie?
Choć nie ukrywam, że najlepiej jest mi u siebie w domu…
No dobra, ale to gotowanie… później sprzątanie. Sama nie wiem.

Myślę, że to odwieczny problem wielu z nas. Co ze Świętami? z kim? gdzie? do kogo?
Eee tam, jak zaproszą to pojadę, jak nie zaproszą, bo będą czekali na zaproszenie, to kupię zająca i będę czekać na nich z jajami!
I to jakimi? A no takimi, że wciąż nie mam stołu i nie wiem czy w ogóle będę go miała.

W czym rzecz, chciałoby się duuuuży stół. No, ale metry w naszym salonie nie pozawalają nam na to. Więc trzeba kupić mały, ale jak się zjadą wszyscy ze wszystkich wsi to w życiu się nie pomieścimy!
I znowu będę dostawiać… taboreciki, stoliczki, a nawet ławeczki z balkonu.
A to „proszę usiądź babciu na sofie, będzie Ci zdecydowanie wygodniej ” ( że niby tak wygodniej, a wcale nie o to chodzi) Albo znam inne numery, “kochani starsi siedzą przy stole, a młodzież na sofie przed telewizorem” ha!

No dobra. Koniec z narzekaniem, przecież jest jeszcze inna opcja…
Stół mały na co dzień, ale właaaaśnie na takie okoliczności rozkładany! I to wcale nie mało!

No to dobrze, ja już swoje wiem, jeśli Święta będą u mnie to kupuje stół, mały, ale rozkładany jak stąd do nieba!
A jeśli mnie zaproszą to pojadę, bo drugi raz nie zaproszą nas wcale!

#dwieplusjedna

Leave your thought